W zeszłym miesiącu zużyłam całkiem sporo produktów z pielęgnacji twarzy, zarówno tych pełno wymiarowych jak i próbek.
Ziaja Med, Kuracja nawilżająca, Krem redukujący podrażenia na dzień z SPF 6. Bardzo przyjemny krem, który zapoczątkował moją przygotę z kremami z serii Med. Pisałam już o nim recenzję do której Was odsyłam --> KLIK
Żel Intensywnie Nawilżający pod oczy od Uriage sprawdzi się w przypadku młodych i bardzo niewymagających cer, które potrzebują lekkiego nawilżenia. Dla mnie okazał się za słaby - recenzja tu --> KLIK
Próbki tych sprawdzonych już kosmetyków pomogły mi w momencie kiedy dostałam okropnego uczulenia (nadal nie wiem po czym). Cała moja twarz była pokryta krostkami, zazwyczaj mam tak, że moja skóra nie reaguje od razu na składniki które jej nie odpowiadają, z obecnie stosuję w codziennej pielęgnacji rzeczy dosyć nowe więc musiałam odstawić większość z nich. Ale wiadomo skóra w takim stanie dużo bardziej jest narażona na przesuszenie więc musiałam sięgnąć po pielęgnacyjne pewniaki. Na szczęście przy okazji jakiś wcześniejszych zakupów w Super- Pharm dostałam książeczkę z kilkoma próbkami La Roche Posay, a że mogę liczyć na ich produkty chętnie po nie sięgnęłam. Clinique Moisture Surge krzywdy mi nie robi ale i nie nawilża, jest stanowczo za słaby.
Kolejna buteleczka Bidermy Hydrabio, już wiecie co o niej myślę, więc nie będę Was zanudzać ;)
Maseczka z BeBeauty,(niby) intensywnie wygładzająca kupiona całkowicie przypadkowo przez moją mamę, której nie bardzo szło zużywanie jej. Maseczka ładnie pachniała jednak działanie było złudne bo parafina wygląda do nas już jako druga w składzie.
Wraz z nastaniem niższych temperatur odnotowałam znacznie zwiększone zużycie kremów do rąk. Moje z natury suche dłonie w zimie nie są łatwe w pielęgnacji, potrzeba im naprawdę mocnego nawilżenia. Krem z Yves Rocher stał już u mnie ...... długo i czas najwyższy było go skończyć. Pompka dozowała idealną ilość produktu, który zapewniał moim dłoniom dobre nawilżenie na wiosnę jednak późną jesienią i zimą stosowałam go zazwyczaj po zmywaniu lub myciu rąk.
Kolejny krem do rąk tym razem z Garnier z ekstraktem z masła Shea też nie nawilżał, miał bardzo lekką konsystencję. Na plus zdecydowanie mogę mu zaliczyć zapach i szybkie wchłanianie się.
Szampony zmieniam często tez Schaumy był OK ale pewnie nie szybko sięgnę po tą lub inną wersję.
Już szykowałam się do zakupu kolejnego żelu pod prysznic z Lirene z oliwką z bawełny, ale rozsądek wziął górę i po przejrzeniu moich zapasów okazało się, że mam kilka żeli będących częścią różnych zestawów zapachowych. Ponieważ zapachy już dawno zostały zużyte a żele czy balsamy mi zalegają postanowiłam je sumiennie zużywać. Jeśli lubicie słodkie, ale nie cukierkowe zapachy i takie które mają w sobie taki powiew świeżości to powąchajcie sobie ten jak będziecie miały okazję :)
Rexona, jak narazie najlepszy antyperspirant.
Ostatnim jest cień w kremie z Essence, Stay all Day w kolorze Copy Right. Nie udało mi się zużyć go całego, ale wyrzucam go bo już niestety się skurczył i zasechł. Określiłabym go jako bardzo przeciętny. Miał brązowy, meteliczny kolor, który bardzo różnie zachowywał się na mojej powiece. Zawsze nakładałam go na bazę jednak pomimo tego raz utrzymywał się na niej pół dnia a innym razem rolował po godzinie. Obecnie używam tego z Maybelline i jest o niebo lepszy :)
Ziaja Med, Kuracja nawilżająca, Krem redukujący podrażenia na dzień z SPF 6. Bardzo przyjemny krem, który zapoczątkował moją przygotę z kremami z serii Med. Pisałam już o nim recenzję do której Was odsyłam --> KLIK
Żel Intensywnie Nawilżający pod oczy od Uriage sprawdzi się w przypadku młodych i bardzo niewymagających cer, które potrzebują lekkiego nawilżenia. Dla mnie okazał się za słaby - recenzja tu --> KLIK
Próbki tych sprawdzonych już kosmetyków pomogły mi w momencie kiedy dostałam okropnego uczulenia (nadal nie wiem po czym). Cała moja twarz była pokryta krostkami, zazwyczaj mam tak, że moja skóra nie reaguje od razu na składniki które jej nie odpowiadają, z obecnie stosuję w codziennej pielęgnacji rzeczy dosyć nowe więc musiałam odstawić większość z nich. Ale wiadomo skóra w takim stanie dużo bardziej jest narażona na przesuszenie więc musiałam sięgnąć po pielęgnacyjne pewniaki. Na szczęście przy okazji jakiś wcześniejszych zakupów w Super- Pharm dostałam książeczkę z kilkoma próbkami La Roche Posay, a że mogę liczyć na ich produkty chętnie po nie sięgnęłam. Clinique Moisture Surge krzywdy mi nie robi ale i nie nawilża, jest stanowczo za słaby.
Kolejna buteleczka Bidermy Hydrabio, już wiecie co o niej myślę, więc nie będę Was zanudzać ;)
Maseczka z BeBeauty,(niby) intensywnie wygładzająca kupiona całkowicie przypadkowo przez moją mamę, której nie bardzo szło zużywanie jej. Maseczka ładnie pachniała jednak działanie było złudne bo parafina wygląda do nas już jako druga w składzie.
Wraz z nastaniem niższych temperatur odnotowałam znacznie zwiększone zużycie kremów do rąk. Moje z natury suche dłonie w zimie nie są łatwe w pielęgnacji, potrzeba im naprawdę mocnego nawilżenia. Krem z Yves Rocher stał już u mnie ...... długo i czas najwyższy było go skończyć. Pompka dozowała idealną ilość produktu, który zapewniał moim dłoniom dobre nawilżenie na wiosnę jednak późną jesienią i zimą stosowałam go zazwyczaj po zmywaniu lub myciu rąk.
Kolejny krem do rąk tym razem z Garnier z ekstraktem z masła Shea też nie nawilżał, miał bardzo lekką konsystencję. Na plus zdecydowanie mogę mu zaliczyć zapach i szybkie wchłanianie się.
Szampony zmieniam często tez Schaumy był OK ale pewnie nie szybko sięgnę po tą lub inną wersję.
Już szykowałam się do zakupu kolejnego żelu pod prysznic z Lirene z oliwką z bawełny, ale rozsądek wziął górę i po przejrzeniu moich zapasów okazało się, że mam kilka żeli będących częścią różnych zestawów zapachowych. Ponieważ zapachy już dawno zostały zużyte a żele czy balsamy mi zalegają postanowiłam je sumiennie zużywać. Jeśli lubicie słodkie, ale nie cukierkowe zapachy i takie które mają w sobie taki powiew świeżości to powąchajcie sobie ten jak będziecie miały okazję :)
Rexona, jak narazie najlepszy antyperspirant.
Ostatnim jest cień w kremie z Essence, Stay all Day w kolorze Copy Right. Nie udało mi się zużyć go całego, ale wyrzucam go bo już niestety się skurczył i zasechł. Określiłabym go jako bardzo przeciętny. Miał brązowy, meteliczny kolor, który bardzo różnie zachowywał się na mojej powiece. Zawsze nakładałam go na bazę jednak pomimo tego raz utrzymywał się na niej pół dnia a innym razem rolował po godzinie. Obecnie używam tego z Maybelline i jest o niebo lepszy :)

















