Jako nastolatka nie wyobrażałam sobie abym mogła nałożyć na usta pomadkę lub błyszczyk w kolorze innym niż nude (w każdym odcieniu). Z wiekiem zaczęło to się zmieniać, i poczułam, że 'dorosłam' do mocniejszych, bardziej odważnych kolorów. A, że stroje też przeważnie noszę w stonowanych kolorach, często taki mocny akcent na ustach nadawał mi wyrazu a zarazem koloru :)
Jednak największą bolączką było to, że mocne kolory szybko znikały z ust, co nie wygląda estetycznie. Na pomoc przychodziły różne szminki w płynie, które zastygały na ustach jednak jak już wcześniej wspomiałam, mam problem z mocnym przesuszaniem się moich ust.
Aż do momentu kiedy pojawiły się błyszczyki Maybelline, Super Stay 10 h Tint Gloss.
Do tego produktu podeszłam z dużą rezerwą, sądziłam, że będzie jednym z tych, po którym moje usta będą w tragicznym stanie. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne.
Pierwszym plusem tych błyszczyków jest zapach, mi przywodzi on na myśl, wiśniowy napój :) Kolejną zaletą jest aplikator- gąbka ale w formie serduszka. Bardzo ułatwia nakładanie produktu, także w kwesti obrysowania ust.
Błyszczyk pozostawia na ustach lśniące wykończenie. Dając wrażenie zdrowych i nawilżonych ust, przy czym faktycznie ich nie wysusza. W kwestii trwałości, nie zastyga tak, żeby nie pozostawić żadnych śladów np. na szklankach czy kubku. Widoczne są lekkie odbicia, ale i tak utrzymuje się na ustach dosyć długo, tracąc swoje nasycenie w dość równomiernym stopniu.
Błyszczyki bardzo przypadły mi do gustu, i zdecydowałam się na 2 kolory. Pierwszy to 160 Forever Fuchsia - typowo fuksjowy mocny kolor (choć to zależy od sposobu nałożenia i ilości warstw), a drugi to 180 Forever Pink - choć dla mnie to raczej taka truskawkowa czerwień :)
Lubicie takie pomadki czy błyszczyki o przedłużonej trwałości ?
Jednak największą bolączką było to, że mocne kolory szybko znikały z ust, co nie wygląda estetycznie. Na pomoc przychodziły różne szminki w płynie, które zastygały na ustach jednak jak już wcześniej wspomiałam, mam problem z mocnym przesuszaniem się moich ust.
Aż do momentu kiedy pojawiły się błyszczyki Maybelline, Super Stay 10 h Tint Gloss.
Do tego produktu podeszłam z dużą rezerwą, sądziłam, że będzie jednym z tych, po którym moje usta będą w tragicznym stanie. Na szczęście moje obawy były bezpodstawne.
Pierwszym plusem tych błyszczyków jest zapach, mi przywodzi on na myśl, wiśniowy napój :) Kolejną zaletą jest aplikator- gąbka ale w formie serduszka. Bardzo ułatwia nakładanie produktu, także w kwesti obrysowania ust.
Błyszczyk pozostawia na ustach lśniące wykończenie. Dając wrażenie zdrowych i nawilżonych ust, przy czym faktycznie ich nie wysusza. W kwestii trwałości, nie zastyga tak, żeby nie pozostawić żadnych śladów np. na szklankach czy kubku. Widoczne są lekkie odbicia, ale i tak utrzymuje się na ustach dosyć długo, tracąc swoje nasycenie w dość równomiernym stopniu.
![]() |
| Góra, od lewej: jedna warstwa Forever Pink, po prawej dwie warstwy Dół, od lewej: jedna warstwa Forever Fuchsia, po prawej dwie warstwy |
Lubicie takie pomadki czy błyszczyki o przedłużonej trwałości ?





