W jednym z czerwcowych postów z nowościami pokazywałam Wam zakup mojego pierwszego paint pota (KLIK). Wybierając się do sklepu nie miałam obranego konkretnego koloru, jedynym kryterium było to aby kupić czegoś w kolorze skóry, bo bazę pod cienie posiadam, i spełnia swoją funkcję. W trakcie rozmowy z makijażystą w salonie MAC zaproponawany mi został kolor Rubenesque, który owszem widywałam na yt ale nigdy nie sądziłam, że mógłby mi pasować.
Mam raczej ciepłą tonację skóry, a oczy są mieszanką orzechowego i zielonego. Rubenesque ma perłowe wykończenie i jest połączeniem koloru brzoskwiniowego ze złotem, idealnie współgra z nim cień MAC, Paradisco.
Formuła jest niesamowicie kremowa, dzięki czemu bez problemu aplikuje się go czy to palcem czy pędzelkiem. Osobiście wolę używać do tego pędzelka, bo mam wrażenie, że daje mi to większą kontrolę nad ilością jaką chcę nałożyć.
Początkowo byłam co do niego dosyć nieufna, bo znam swoje powieki i zbieranie się cieni bez bazy to norma już po paru minutach, jednak po przetestowaniu go w warunkach ekstremalnych (czyt. upałach) jestem zachwycona. W momencie kiedy strosuję go jako bazę i kładę na niego cień w podobnym kolorze, makijaż oka w stanie nienaruszonym wytrzymuje cały dzień. Natomiast gdy zrobiłam test i położyłam jedynie cienką wartwę paint pota, wytrzymał bez zbierania się w załamaniu powieki 4-5 godzin.
Zużycie jest znikome i wątpię czy kiedykolwiek uda mi się dosięgnąć dna, z tego też powodu zobaczę jak się będzie zachowywał po ok. roku użytkowania, czy nie skamienieje. Jeśli nie może się skuszę jeszcze na jakiś kolor, a jak narazie zostaję tylko przy tym :)
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z paint potami lub cieniami w kremie innych marek.
Mam raczej ciepłą tonację skóry, a oczy są mieszanką orzechowego i zielonego. Rubenesque ma perłowe wykończenie i jest połączeniem koloru brzoskwiniowego ze złotem, idealnie współgra z nim cień MAC, Paradisco.
Formuła jest niesamowicie kremowa, dzięki czemu bez problemu aplikuje się go czy to palcem czy pędzelkiem. Osobiście wolę używać do tego pędzelka, bo mam wrażenie, że daje mi to większą kontrolę nad ilością jaką chcę nałożyć.
Początkowo byłam co do niego dosyć nieufna, bo znam swoje powieki i zbieranie się cieni bez bazy to norma już po paru minutach, jednak po przetestowaniu go w warunkach ekstremalnych (czyt. upałach) jestem zachwycona. W momencie kiedy strosuję go jako bazę i kładę na niego cień w podobnym kolorze, makijaż oka w stanie nienaruszonym wytrzymuje cały dzień. Natomiast gdy zrobiłam test i położyłam jedynie cienką wartwę paint pota, wytrzymał bez zbierania się w załamaniu powieki 4-5 godzin.
Zużycie jest znikome i wątpię czy kiedykolwiek uda mi się dosięgnąć dna, z tego też powodu zobaczę jak się będzie zachowywał po ok. roku użytkowania, czy nie skamienieje. Jeśli nie może się skuszę jeszcze na jakiś kolor, a jak narazie zostaję tylko przy tym :)
Jestem ciekawa Waszych doświadczeń z paint potami lub cieniami w kremie innych marek.











