O ile w sierpniu wyhamowałam z zakupami kosmetycznymi o tyle projekt denko szedł pełną parą. Zapraszam :)
Dwa płyny micelarne, mój ulubieniec od La Roche Posay, który delikatnie zmywa a w zasadzie rozpuszcza makijaż. Drugi to Bielenda, Nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1, ze zmywaniem radził sobie nienajgorzej, wystarczyło trochę dłużej przytrzymać płatek. Ja stosowałam go tylko do demakijażu oczu bo na twarzy pozostawiał lepką powłokę.
Delia, hypoalergiczny żel do mycia twarzy i demakijażu, pomimo tego, że bardzo chciałam się z nim polubić jednak nie nadaje się do mojej cery. Tu (KLIK) możecie poczytać o nim więcej.
Peeling enzymatyczny, firmy Ziaja to pierwszy produkt takiego typu, więc nie mam za bardzo porównania z innymi. Bardzo przyjemnie mi się go używało, 'odwrócone' opakowanie było bardzo poręczne i pomagało w wydobyciu produktu. Sam peeling określam jako delikatny zarówno w oddziaływaniu na skórę jak i oczyszczaniu.
Krem do twarzy Ahava - rozpisywałam się już o nim (KLIK) świetnie sprawdził się w lecie, jednak jego cena powala :)
Bandi, intensywnie nawilżające serum, nie nawilżało intensywnie ale pewnie jeszcze wypróbuję inne kosmetyki tej firmy. Duży plus za funkcjonalne opakowanie z pompką. Po więcej informacji odsyłam Was do recenzji (KLIK )
Puder brązujący od Catrice, w kolorze 020 Deep bronze, miał ładny odcień, który można stopniować, nie robił plam więc jest idealny dla tych z Was, które zaczynają się malować jak i dla tych, które mają cięższą rękę do bronzerów.
Był również niesamowicie wydajny, jedynym minusem było opakowanie a dokładnie wieczko, które po pewnym czasie się odłamało, ale za tą cenę jestem mu to w stanie wybaczyć.
Korektor pod oczy, firmy PUPA opisywałam tutaj (KLIK) i od tego postu moje zdanie się o nim nie zmieniło. Nie wrócę do niego.
Słynny Seche Vite, bardzo lubię za ekspresowe wysychanie, mniej za odcinanie lakieru. Jeśli macie ochotę poczytać o moich spostrzeżeniach na jego temat a także dwóch innych lakierów przyspieszających wysychanie, zapraszam tu, KLIK.
Mój pierwszy żel z Balea, pięknie pachniał, dobrze mył czyli spełniał wszelkie kryteria dobrego żelu pod prysznic. Myślę, że za jakiś czas zamówię inne wersje zapachowe :)
Scrub do rąk z brązowym cukrem z Avon, który dostałam dawno temu przy okazji jakiegoś zamówienia. Nie używałam go do rąk, natomiast świetnie służył do złuszczania nóg przed depilacją. Zaskoczył mnie swoją wydajnością.
Płyn do soczewek, ze sklepu Twoje Soczewki, zakupiłam za ok.9-10 zł przed jednym z weekendowych wyjazdów ze wzglądu na małą pojemność (60 ml). Wiem, że są inne wersje tego płynu, ale ta konkretna absolutnie mnie nie zawiodła. Soczewki były dobrze oczyszczone i nawilżone.
Love Me Green, peeling do twarzy - pomimo tego, że miałam go tylko małą próbkę jestem nim oczarowana (to już z resztą kolejny kosmetyk tej firmy, który mnie zachwycił). Ma on w sobie olejek z ekologicznych pomarańczy i puder z ziaren arganu. Ten pierwszy nadaje mu przepiękny zapach a delikatne drobiny przyjemnie masują skórę.
Vichy Normaderm, stosowałam w zasadzie punktowo, gdy moja cera miała gorsze momenty. Był ok, ale nie czuje potrzeby jego zakupu.
O ile płatki z zeszłego miesiąca MARION SPA faktycznie zadziałały odświeżająco i wygładzająco na skórę wokół oczu o tyle te z Perfecty nie robiły nic.
Cleanic, chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym są nieodzownym kompanem moich podróży. Trzeba poświęcić chwilę na zmycie makijażu ale jak do tej pory są najlepszymi jakie używałam. Dodatkowo dzięki solodnemu zamykaniu nie wysychają.
Kolejnym produktem z tej firmy są chusteczki odświeżające z których cudownym zapachem będzie kojarzyło mi się to lato :)
A na konic trochę o tuszach do rzęs, Maybelline the Rocket Volum' pojawił się moich ulubieńcach lata (KLIK) i zużyłam go do cna. Dwa pozostałe wyrzucam choć są zużyte w około połowie. Tusze w Maybelline bardzo mi odpowiadają, w związku z czym bez zastanowienia sięgnęłam po kolejną wersję the One by One, dodatkowym 'przyciągaczem' była silikonowa szczoteczka. I tak naprawdę jedynym jego plusem w moim odczuciu jest owa szczoteczka, formuła natomiast skleja rzęsy i pozostawia na nich grudki.
Po maskary z Rimmela sięgałam często będąc w gimnazjum czy początkowych klasach liceum, potem na długie lata przestałam ich używać. Stojąc przed wyborem maskary podczas pierwszej 40% zniżki na kosmetyki w Rossmannie, stwierdziłam, że chętnie przetestuję tą która ma nadawać rzęsom skandalicznego pogrubienia.... i było skandalicznie. Na szczoteczce osadza się mnóstwo tuszu, przez co trzeba jego nadmiar zbierać chusteczką, jedna warstwa tylko delikatnie zaznacza rzęsy a przy drugiej je skleja.
Zostawiłam ją na jakieś 2 tygodnie, sądząc, że kiedy trochę przeschnie może formuła tuszu stanie się lepsza, ale nic z tego. Formuła zrobiła się gęstsza, przez co trudniej mi ją było nakładać i stwierdziłam, że się poddaję.
Macie jakiś godny polecenia peeling enzymatyczny dla cery suchej czy normalnej ?
Dwa płyny micelarne, mój ulubieniec od La Roche Posay, który delikatnie zmywa a w zasadzie rozpuszcza makijaż. Drugi to Bielenda, Nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu 3w1, ze zmywaniem radził sobie nienajgorzej, wystarczyło trochę dłużej przytrzymać płatek. Ja stosowałam go tylko do demakijażu oczu bo na twarzy pozostawiał lepką powłokę.
Delia, hypoalergiczny żel do mycia twarzy i demakijażu, pomimo tego, że bardzo chciałam się z nim polubić jednak nie nadaje się do mojej cery. Tu (KLIK) możecie poczytać o nim więcej.
Peeling enzymatyczny, firmy Ziaja to pierwszy produkt takiego typu, więc nie mam za bardzo porównania z innymi. Bardzo przyjemnie mi się go używało, 'odwrócone' opakowanie było bardzo poręczne i pomagało w wydobyciu produktu. Sam peeling określam jako delikatny zarówno w oddziaływaniu na skórę jak i oczyszczaniu.
Krem do twarzy Ahava - rozpisywałam się już o nim (KLIK) świetnie sprawdził się w lecie, jednak jego cena powala :)
Bandi, intensywnie nawilżające serum, nie nawilżało intensywnie ale pewnie jeszcze wypróbuję inne kosmetyki tej firmy. Duży plus za funkcjonalne opakowanie z pompką. Po więcej informacji odsyłam Was do recenzji (KLIK )
Puder brązujący od Catrice, w kolorze 020 Deep bronze, miał ładny odcień, który można stopniować, nie robił plam więc jest idealny dla tych z Was, które zaczynają się malować jak i dla tych, które mają cięższą rękę do bronzerów.
Korektor pod oczy, firmy PUPA opisywałam tutaj (KLIK) i od tego postu moje zdanie się o nim nie zmieniło. Nie wrócę do niego.
Słynny Seche Vite, bardzo lubię za ekspresowe wysychanie, mniej za odcinanie lakieru. Jeśli macie ochotę poczytać o moich spostrzeżeniach na jego temat a także dwóch innych lakierów przyspieszających wysychanie, zapraszam tu, KLIK.
Mój pierwszy żel z Balea, pięknie pachniał, dobrze mył czyli spełniał wszelkie kryteria dobrego żelu pod prysznic. Myślę, że za jakiś czas zamówię inne wersje zapachowe :)
Scrub do rąk z brązowym cukrem z Avon, który dostałam dawno temu przy okazji jakiegoś zamówienia. Nie używałam go do rąk, natomiast świetnie służył do złuszczania nóg przed depilacją. Zaskoczył mnie swoją wydajnością.
Płyn do soczewek, ze sklepu Twoje Soczewki, zakupiłam za ok.9-10 zł przed jednym z weekendowych wyjazdów ze wzglądu na małą pojemność (60 ml). Wiem, że są inne wersje tego płynu, ale ta konkretna absolutnie mnie nie zawiodła. Soczewki były dobrze oczyszczone i nawilżone.
Love Me Green, peeling do twarzy - pomimo tego, że miałam go tylko małą próbkę jestem nim oczarowana (to już z resztą kolejny kosmetyk tej firmy, który mnie zachwycił). Ma on w sobie olejek z ekologicznych pomarańczy i puder z ziaren arganu. Ten pierwszy nadaje mu przepiękny zapach a delikatne drobiny przyjemnie masują skórę.
Vichy Normaderm, stosowałam w zasadzie punktowo, gdy moja cera miała gorsze momenty. Był ok, ale nie czuje potrzeby jego zakupu.
O ile płatki z zeszłego miesiąca MARION SPA faktycznie zadziałały odświeżająco i wygładzająco na skórę wokół oczu o tyle te z Perfecty nie robiły nic.
Cleanic, chusteczki do demakijażu z płynem micelarnym są nieodzownym kompanem moich podróży. Trzeba poświęcić chwilę na zmycie makijażu ale jak do tej pory są najlepszymi jakie używałam. Dodatkowo dzięki solodnemu zamykaniu nie wysychają.
Kolejnym produktem z tej firmy są chusteczki odświeżające z których cudownym zapachem będzie kojarzyło mi się to lato :)
A na konic trochę o tuszach do rzęs, Maybelline the Rocket Volum' pojawił się moich ulubieńcach lata (KLIK) i zużyłam go do cna. Dwa pozostałe wyrzucam choć są zużyte w około połowie. Tusze w Maybelline bardzo mi odpowiadają, w związku z czym bez zastanowienia sięgnęłam po kolejną wersję the One by One, dodatkowym 'przyciągaczem' była silikonowa szczoteczka. I tak naprawdę jedynym jego plusem w moim odczuciu jest owa szczoteczka, formuła natomiast skleja rzęsy i pozostawia na nich grudki.
Po maskary z Rimmela sięgałam często będąc w gimnazjum czy początkowych klasach liceum, potem na długie lata przestałam ich używać. Stojąc przed wyborem maskary podczas pierwszej 40% zniżki na kosmetyki w Rossmannie, stwierdziłam, że chętnie przetestuję tą która ma nadawać rzęsom skandalicznego pogrubienia.... i było skandalicznie. Na szczoteczce osadza się mnóstwo tuszu, przez co trzeba jego nadmiar zbierać chusteczką, jedna warstwa tylko delikatnie zaznacza rzęsy a przy drugiej je skleja.
Zostawiłam ją na jakieś 2 tygodnie, sądząc, że kiedy trochę przeschnie może formuła tuszu stanie się lepsza, ale nic z tego. Formuła zrobiła się gęstsza, przez co trudniej mi ją było nakładać i stwierdziłam, że się poddaję.
Macie jakiś godny polecenia peeling enzymatyczny dla cery suchej czy normalnej ?

















