...czyli o gadżetach i kosmetykach po które zdecydowanie najczęściej sięgałam tego lata.
Dżinsowa kurtka z H&M. Wbrew pozorom wybór tego typu kurtki nie jest prosty biorąc pod uwagę moją bezkompromisowość w tym temacie. Chciałam aby była ona do bioder i żeby miała lekkie wcięcie w talii i była jasnym kolorze. Ta spełniła moje wszelkie oczekiwania/wymogi a na dodatek została mi sprezentowana w ramach urodzin :)
Podobnie było z bidonem z Nike, od jakiegoś czasu chodził mi po głowie zakup bidonu/butelki którą będę mogła sama napełniać napojem i zabrać ze sobą np. do pracy, na zakupy czy wycieczkę bez obaw,że coś się wyleje . Co prawda cena za tą pojemność cena wydaje się być wysoka ale ja wiedziałam, że większej butelki nie będę ze sobą nosić (375 ml- koszt 40 zł; 875 ml- koszt 45 zł). Była niezwykle przydatna w czasie upałów a do tego wiadomo, że zwykła woda lepiej smakuje z takiego bajeranckiego bidonu ;)
Mgiełka, Paris Amour z Bath and Body Works co prawda nie jest odkryciem lata, ale głównie używałam ją w okresie jesienno-zimowym podczas gdy w te wakacje zaczęłam po nią sięgać szykując się na wieczorne wyjścia. Dodatkowo efekt zapachowy wzmacniałam balsamem z tej samej linii.
Na ustach w lipcu i sierpniu nakładałam przeróżne odcienie różu, czerwieni i koralu jednak w torebce królowało masełko Revlon, Sugar Frosting. Kolor nadający delikatny błysk ale na szczęście nie osiągnięty za pomocą perły. No i tego typu pomadki można nakładać bez lusterka.
Kolejnym torebkowym produktem, który nie tylko pielęgnował ale i umilał tę czynność zapachem był krem do rąk Ahava.
Jeszcze jeden niekosmetyczny ulubieniec to naszyjnik, który został mi przywieziony z Egiptu, genialnie wpisywał się w letnią stylistykę.
Dajcie oczywiście znać czy coś Wam wpadło w oko :) z moich ulubieńców.


















































